Tak jak w tytule. Nie mam siły do życia. Znów wszystko się komplikuje, za długo było dobrze. We wszystkich świętych dostałam cudowną 'nowinę'. Firma mojego mężczyzny, straciła kontrakt z dużym kontrahentem. Czym akurat między innymi on się zajmował. Zwolnili ludzi. I on też dostał wypowiedzenie. Jeszcze ma 2 tygodnie okresu wypowiedzenia. Po prostu cudownie!!!
Miał dobrą pracę. Umowa na stałe. Wszelkie świadczenia. Dużo pracy ale i pieniądze dobre. Takie które zapewniają życie na poziomie który Nam odpowiada. Lubił tą pracę. Co też jest bardzo ważne!
A teraz? Trudno o jakąkolwiek pracę. Zwłaszcza o dobrą.
Jeszcze teraz? Przed końcem roku. Gdzie firmy w głównej mierze myślą o tym by redukować koszty, przed bilansem całorocznym.
Kiepsko wszystko widzę. Święta za pasem. Taki trudny okres.
Pragniemy mieć dziecko. Staramy się o nie. Natomiast życie wszystko inaczej weryfikuje. Jak zwykle pod górkę. I wychodzi na to, że to zły moment na dziecko. Mimo ogromnych chęci. Musimy to marzenie oddalić w przyszłości...
Nie czuję się z tym wszystkim dobrze.
Współczuję. Ciężko będzie stanąć na nogi, ale wierzę w was!
OdpowiedzUsuńSą pieniądze zaoszczędzone. Ja mam pracę. Ale sam fakt mnie dobił. I ta niemożność posiadania dziecka...
UsuńNie dziwię Ci się, taka wiadomość to grom z jasnego nieba. Trzeba jednak myśleć, że zła passa się odwróci.
OdpowiedzUsuńŚciskam :^
On niby mówi, że się nie przejmuje tak bardzo, że w życiu tak bywa. Ale widzę po Nim, że bije się z myślami. Że bywa nieobecny i przygnębiony. Nawet teraz jak na Niego patrzę... I nie mogę za wiele zrobić. Wspierać próbuję, ale chyba marnie mi idzie.
Usuńtak jak dyskutowałyśmy pod poprzednim postem: to jest nasz popieprzony kraj.
OdpowiedzUsuńa nie zastanawialiście się ad tym, że nie możność posiadania dziecka kieruje Was do adopcji?
Ta niemożność bardziej rozumiana jest przez utratę pracy. Czyli po prostu finanse.
UsuńAle załóżmy, ze wszystko de wkrótce ułoży. Nie zastanawialiście się dać szczęścia dziecku, które marzy o kochających rodzicach?
UsuńNie, nie myśleliśmy o tym. Jeśli przez jeszcze kilka cykli się nie uda, pójdziemy do lekarza. Adopcja jest ostatecznością. Odległą myślą.
UsuńSzkoda, że odległą... Nie ważne jest, czy dziecko jest zapłodnione, własne biologicznie czy adoptowane. Najważniejsze jest dziecko. To ono ma buc szczęśliwe. To takie trochę jakby egoistyczne moim zdaniem. Widocznie nie dane jest Wam mieć dziecko naturalnymi drogami. Przeznaczony jest Wam ktoś, kto niewinnie cierpi przez dorosłych. Takie jest moje zdanie.
UsuńMając 24 lata trudno jest stwierdzić czy dane jest mi urodzić czy nie. Tym bardziej, ze po niecałym roku starań też trudno mówić o bezpłodności. Gdzie np inne pary starają się 4-5 lat o dziecko. I w końcu się udaje.
UsuńOwszem, zdarza się tak. Ja jednak marzę o adopcji dziecka, nawet dwójki. Oczywiście w grę wchodzą moje biologiczne też.
UsuńOj, nie zazdroszczę takiej sytuacji, szczególnie na koniec roku. Trzymam kciuki, żeby praca szybko się znalazła i dała Wam stabilizację potrzebną przy zakładaniu rodziny!
OdpowiedzUsuńNie dziękuję. Ale przyda się! Będę się starała pomóc mu jak mogę. Oby wszystko poszło po naszej myśli.
UsuńNie trać nadziei. Twój mężczyzna ma doświadczenie, jakieś kontakty więc może nie jest na spalonej pozycji? Będzie dobrze, zobaczysz :)
OdpowiedzUsuńNie jest na spalonej pozycji. W przyszłości. Ale teraz? Przed końcem roku... nawet ja tracę nadzieję.
UsuńTeraz to trzeba być niestety realistami. Ale może akurat będzie miał dużo szczęścia? A Ty nie możesz tracić nadziei bo kto będzie wspierał swojego faceta? :))
UsuńTo chyba nie koniec świata. Poradzicie sobie z wszystkimi problemami, wierzę w to :*
OdpowiedzUsuńJak ja Was rozumiem... Ciężko z tą pracą. I mówienie tutaj "dacie sobie radę" jest wkurwiające, bo czasami naprawdę człowiek już rady nie daje. Tym bardziej, że nikt nie poczeka na Ciebie aż znajdziesz pracę, by opłacić rachunki.
OdpowiedzUsuńNie rezygnuj tak łatwo z marzeń o dziecku. Tzn. rozumiem Wasze obawy, ale np. my oboje straciliśmy pracę teraz - kiedy jestem w 5 miesiącu. I co? Po prostu musimy jakoś sobie dać radę.
OdpowiedzUsuńkurczę przykro mi, bo przecież tak trudno teraz z pracą. moja miłość też straciła stałą pracę i ciężkie chwile rosły dzień za dniem. szukał pół roku aż w końcu zatrudnił się jako ochroniarz. nie jest to wymarzone, ale zawsze coś. a teraz jest w francji pojechał na trochę żeby podgonić kasę.
OdpowiedzUsuńżyczę powodzenia. trzeba być dobrej myśli :)
nie poddawajcie się, to próba przetrwania, ja wiem że ciężko o pracę... sama to przechodzę także w pełni rozumiem. trzymajcie się.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Twój mężczyzna znajdzie pracę - może nie będzie tak źle. Trzeba uruchomić znajomości, pytać, dzwonić ile się da
OdpowiedzUsuń