piątek, 29 listopada 2013

12. Wiem, że znalazłam.

Tak długo po omacku, wyciągałam przed siebie ręce, usilnie chcąc złapać szczęście.
A ono wciąż umykało.
Chwytałam wiatr, który wciąż uciekał, przemykając pomiędzy moimi palcami.
Kolejne garście zionęły coraz to większa pustkę, a mną kierowała większa determinacja.
Szukałam, szukałam, szukałam nie stawiając sobie najprostszego pytania.
Gnałam ślepo przed siebie, omijając tak wiele cennych chwil.
Zapomniałam o tych najdrobniejszych kawałeczkach życia, które będą moim tu i teraz,
dać mi to, za czym błądziłam, depcząc je nieświadomie.
Szukałam szczęścia, choć tak naprawdę zupełnie nie wiedziałam, czym ono jest.
Czym jest dla mnie.
Chciałam mieć coś, czego formy, smaku czy zapachu,
w żaden sposób nie potrafiłam sprecyzować.
Musiało minąć wiele dni, bym pojęła, że moje szczęście, nie raz trzymało mnie za rękę,
śmiało się ze mną i nadstawiało ramienia, bym mogła płakać, że było nawet,
gdy nie miałam pojęcia, że jest.
Nie zdawałam sobie sprawy, ze każdy, uśmiech, spojrzenie, gest, dotyk, słowo,
że to właśnie one tworzą moje szczęście.
Trwa przy mnie wciąż pomimo moich humorów, błędów i niedoskonałości.
Z każdym dniem przekonuje się, jak bardzo się dla mnie zmienia,
ile poświęca i jak wiele przetrzymuje...
Teraz gdy wyciągam ręce, napotykam już tylko Jego ukochane dłonie,
które mocno tulą mnie do siebie...
wiem, że znalazłam.


Poniżej możecie zobaczyć efekty mojej pasji :




czwartek, 21 listopada 2013

11. Jak natchnienie.

Zjawiasz się razem z księżycem. Swym urokiem rozsiewasz na niebie gwiezdną polanę. 
Twoje usta roześmiane niczym rogaliki które tak lubisz.
Uwielbiam te soczyste usta.
W oczach Twych błękitnych jak ocean widzę pożądanie.
Weź mnie za rękę i poprowadź. Przed siebie.
W bezsenną otchłań. Przytul najmocniej jak potrafisz. Weź na ręce i ukołysz.
Zasłoń rękoma moje oczy. Muśnij me wargi swoimi tak delikatnie, przecież umiesz.
Chcę Cię poczuć, chcę czuć Ciebie…
Twój oddech na mojej szyi. Twoje dłonie gładzące najskrytsze moje zakamarki. Na pamięć znasz każdy milimetr mojego ciała.
Twój niecierpliwy dotyk.
Mój przeraźliwy szept proszący o więcej.
Kwiecistą aleją zmierzamy wprost ku gwiazdom. Nie ważne gdzie. Ważne, że z Tobą, że razem.
Świat Nas nie dogoni…
Nie w tym życiu…!


wtorek, 19 listopada 2013

10. Rozłożona na maxa.

Takie podłe choróbsko mnie dopadło, że dosłownie nie wiem jak się nazywam.
Angina ropna i 40 stopni gorączki. Wczoraj miałam lekkie zejście. Teraz po lekach nawet 36 kresek termometr nie wskazuje. Nie mam siły nawet z łóżka wstać. Jak już jestem zmuszona iść do toalety, to chodzę dosłownie po ścianach. A moje Kochanie, przywiozło mi z samego rana leki... Żebym się nie męczyła. Jak tylko dowiedział się, że mam tak wysoką temperaturę. Kochany jest!

Przerabialiśmy już dwa razy w ciągu tego roku moją anginę ropną i temperaturę wahającą się pomiędzy 39-40 st. Skończyło się to uczuleniami na leki. Ponad tygodniowym pobytem w szpitalu. Oboje już jesteśmy pod tym względem przewrażliwieni.

A tymczasem dalej się kuruję! Żeby tylko jak najszybciej przeszło!


czwartek, 14 listopada 2013

9. Laf.

Mimo, że czasem zdarza mu się podnieść mi ciśnienie, do granic możliwości. A nerwy potrafią sięgać zenitu. Nie wyobrażam sobie by miało by go nie być. Nie wyobrażam sobie, gdyż nie tylko jest częścią mojego życia. On po prostu życiem mym jest.
Mimo niepowodzeń i przeciwności losu. Nasza miłość się umacnia. Bo tylko on uśmiechem maluje cały mój świat. To on o mnie dba. Tylko on tak przytula. Tylko dla niego chce mi się starać. Tylko jego chcę kochać.


Miłościowe naleśniki! Enjoy!




środa, 13 listopada 2013

8. Po wizycie.

Byłam wczoraj u ginekologa i nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Chciałam się przebadać. Czy wszystko ze mną w porządku. Czy w ogóle mogę mieć dzieci...
Na badaniu wyszło, że wszystko ze mną dobrze. Lewy jajnik jest tylko nieco powiększony ze względu na stan zapalny. Dostałam leki. Żeby unormować sprawę.

Usłyszałam również, że Pani ginekolog podejrzewa ostatnie poronienie... I to też zanotowała w mojej karcie.
Podłamałam się. On jest w szoku.

poniedziałek, 11 listopada 2013

7. Jasne.

Wszystko jest już jasne.W piątek, niemalże jak w zegarku dostałam okresu. Zamiast 5 dniu jak zawsze, trwał 3. Dziś już po wszystkim. No ale był... Także wiadomo, że się nie udało.

Spacer miał być dla poprawy humoru. Nie pomógł.
Ale jest lepiej niż w piątek. Chyba już się z tym pogodziłam.




wtorek, 5 listopada 2013

6. Nie wytrzymałam!

Kurde! Nie wytrzymałam! Po Naszych wczorajszych rozmowach. Z rana, przed pracą wstąpiłam do apteki. Kupiłam test. Pokazała się jedna krecha.
Czyli nie jestem w ciąży. Albo za wcześnie zrobiłam test.

Głupia ja, płakać mi się chce i wciąż mam nadzieję.

poniedziałek, 4 listopada 2013

5. Nie chciałabym...

Nie chciałabym niepotrzebnie się nakręcać! Ale od kilku dni bolą mnie piersi. Rwą sutki. Jeszcze przymykałam na to oko. Ale dziś jest jakieś apogeum. Czuję taki ból całych piersi, że nie wiem jak mam siedzieć. Są większe niż zazwyczaj. Zaczęły wystawać z biustonosza. Są nabrzmiałe. Twarde. I cholernie bolące! Bardzo rzadko mnie bolą. Przy takim natężeniu chyba jedynie w okresie dojrzewania.

Temperatura podwyższona 37 i 1. Podwyższona, nie wiem z jakiej przyczyny. I trudno określić, bo akurat tego nigdy nie monitorowałam.

No i na dole zaczyna pojawiać się wilgoć.

Do terminu planowanego okresu jeszcze 4 dni.

Ciekawa jestem!


niedziela, 3 listopada 2013

4. Brak słów i siły.

Tak jak w tytule. Nie mam siły do życia. Znów wszystko się komplikuje, za długo było dobrze. We wszystkich świętych dostałam cudowną 'nowinę'. Firma mojego mężczyzny, straciła kontrakt z dużym kontrahentem. Czym akurat między innymi on się zajmował. Zwolnili ludzi. I on też dostał wypowiedzenie. Jeszcze ma 2 tygodnie okresu wypowiedzenia. Po prostu cudownie!!!

Miał dobrą pracę. Umowa na stałe. Wszelkie świadczenia. Dużo pracy ale i pieniądze dobre. Takie które zapewniają życie na poziomie który Nam odpowiada. Lubił tą pracę. Co też jest bardzo ważne!

A teraz? Trudno o jakąkolwiek pracę. Zwłaszcza o dobrą.
Jeszcze teraz? Przed końcem roku. Gdzie firmy w głównej mierze myślą o tym by redukować koszty, przed bilansem całorocznym.

Kiepsko wszystko widzę. Święta za pasem. Taki trudny okres.

Pragniemy mieć dziecko. Staramy się o nie. Natomiast życie wszystko inaczej weryfikuje. Jak zwykle pod górkę. I wychodzi na to, że to zły moment na dziecko. Mimo ogromnych chęci. Musimy to marzenie oddalić w przyszłości...

Nie czuję się z tym wszystkim dobrze.